Obudził mnie dźwięk mojego budzika. Była już 7.00, a ja musiałam wstać, bo dziś jest początek roku. z trudem podniosłam się i westchnęłam. Ahh... Niestety wakacje się już skończyły... Ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie. -Dzień dobry księżniczko!-powitała mnie z uśmiechem mama. -Ten czas tak szybko mija. Jesteś już w liceum. Niedługo będziesz pełnoletnia, pewnie znajdziesz sobie męża i się wyprowadzisz, a starą mamę zostawisz w domu...- powiedziała. -Mamo przestań, przecież masz Marka... O, a no właśnie, gdzie on jest?- odpowiedziałam rozglądając się po kuchni. -Pojechał do sklepu.-usłyszałam odpowiedź. -Siadaj i jedz śniadanie, bo się spóźnisz. Posłusznie usiadłam, zjadłam kanapkę z dżemem i wypiłam herbatę. Jedząc, zauważyłam, że mama ukradkiem wsypywała mi coś do mojej butelki z wodą, którą zawsze zabierałam do szkoły. Jednak postanowiłam nie pytać, po co to robi i co tam wsypała. Po około 20 minutach, w końcu byłam gotowa do wyjścia. Wybiegłam z domu i poszłam do szkoły. Do szkoły miałam 10 minut drogi. Zawsze przechodziłam obok starego cmentarza, jednak nie było tam dla mnie nic strasznego i z ciekawością spoglądałam w tą stronę. Szłam i gapiłam się tam. Gdy nagle zobaczyłam, że coś się tam poruszyło. Przystanęłam więc i podeszłam do płotu otaczającego to miejsce. Był on stary, brzydki i zardzewiały. Stałam tam chwilkę, ale nic więcej nie zobaczyłam. Pomyślałam"To pewnie wymysł mojej wyobraźni" i poszłam dalej. Nagle zawiał silny wiatr i czapka spadła mi z głowy. Próbowałam ją złapać, ale wiatr mi ją zabrał. Pomyślałam"Mama mnie zabije, przecież kupiła mi tą czapkę tydzień temu, co ja jej powiem?" Spojrzałam na zegarek, była 7.30. Musiałam w końcu iść, bo na prawdę się spóźnię. Przyspieszyłam kroku, nadal myśląc o tej nieszczęsnej czapce. Pomyślałam sobie"Fajnie by było, jakby teraz pojawiła się przede mną... " Znowu zawiał wiatr, a gdy spojrzałam do góry zobaczyłam moją czapkę, która spada na dół. Upadła dokładnie tam, gdzie sobie przed chwilą wyobraziłam. Podniosłam ją i otrzepałam. Powiedziałam do siebie: To było dziwne. Gdy w końcu doszłam do szkoły, za 10 minut zaczynały sie lekcje. Pobiegłam do klasy. Amanda już tam była. Od razu podbiegła do mnie i mnie przytuliła. - Co tak późno, już myślałam, że nie dotrzesz. -powiedziała. - A nie wiem, tak jakoś. -odpowiedziałam, bo nie chciałam jej opowiadać moich durnych opowieści na temat czapki i jakiegoś cmentarza. Lekcje minęły mi szybko. Wyszłam ze szkoły i udałam się w stronę domu. W uszach miałam słuchawki i słuchałam muzyki. Patrzyłam się w ziemię. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka, dopiero to wyrwało mnie z moich przemyśleń. -ojj, tak bardzo mi przykro , przepraszam. -powiedziałam szybko patrząc się jak głupia na tego kolesia. Był bardzo przystojny. Był to wysoki, brunet z pięknymi ciemnymi oczami. Wyglądał na 17 lat. Popatrzył mi się prosto w oczy i powiedział- Nie ma sprawy, to moja wina. Jestem Chris. - Ja mam na imię Emily-odparłam uśmiechając się. - Jesteś stąd? Nigdy cię tutaj nie widziałam.- zapytałam. - Przeprowadziłem się tutaj wczoraj. Mieszkam niedaleko. -odpowiedział mi odwzajemniając uśmiech. -Aha, miło mi cię poznać, Chris.- powiedziałam. On popatrzył na mnie i powiedział:ee, muszę już iść, do zobaczenia. Odwrócił się i poszedł. Ja z uśmiechem poszłam w drugą stronę. Wieczorem, kładąc się spać rozmyślałam o tym przystojnym chłopaku. Przeprowadził się tu w dniu moich urodzin. Może to coś znaczy? -pomyślałam gapiąc się w sufit- ee tam, co ja sobie wyobrażam, to zbieg okoliczności. Muszę jutro powiedzieć o nic Amandzie.- pomyslałam i zgasiłam moją lampkę nocną.
No i jak, podobał wam się pierwszy rozdział? Wiem, że na pewno nie jest idealny, dużo tu powtórzeń itp. ale postaram się, żeby następne części nie miały już tego typu błędów. Dopiero zaczynam, więc może mi to odpuścicie. :)) Następna część może pojawi się jutro.